Znajdź w serwisie

.

Dyskusyjny Klub Książki

Godziny otwarcia

Poniedziałek 12.00 - 19.00
Wtorek 9.00 - 15.00
Środa 12.00 - 19.00
Czwartek 8.00 - 13.00
Piątek 12.00 - 19.00

Z naszej galerii

P1011216.jpg

w.bibliotece.pl

Portal e-Usług bibliotecznych w.bibliotece.pl

Biblioteka Narodowa

NPRC 2014-2020

IBUK libra

Krzysztof Klenczon : historia jednej znajomości

Autor: Tomasz Potkaj, Alicja Klenczon
Wydawnictwo: wydawnictwo Wam
ISBN: 978-83-277-1413-8
Wymiary: 162 x 215 mm
Liczba stron: 256

 Nikt na świecie nie wie o Krzysztofie Klenczonie tyle, co jego żona Alicja

Opowiemy o rodzinie, dzieciach, przyjaciołach, sekretach, wspólnym życiu w Polsce i w Ameryce, z kobiecego - co ważne - punktu widzenia. Zgodnie uznaliśmy, że najlepszym określeniem tego, czym jest ta książka, będzie "opowieść intymna".
Alicja Klenczon, Tomasz Potkaj

Alicja była niespokojnym duchem epoki, bohaterką piosenki, którą śpiewała cała Polska - Historii jednej znajomości. I muzą, przy której on napisał swoje największe szlagiery: 10 w skali Beauforta, Kwiaty we włosach, Biały Krzyż czy Wróćmy nad jeziora.

Po raz pierwszy Krzysztof i Alicja spotkali się w 1965 roku w sopockim klubie Non Stop. Na pierwszej randce w kinie Polonia nawet nie próbował jej pocałować. Dopiero gdy potem spacerowali po sopockim molo, wziął ją pod rękę.
Jak potoczyły się ich dalsze losy?
Jak wyglądało środowisko muzycznej bohemy lat 60.?
Kim tak naprawdę był kultowy muzyk ery big-beatu?

Był moim muzycznym idolem. Pamiętam moment wielkiego zaskoczenia, kiedy dowiedziałam się o jego wielkiej przyjaźni z moją mamą. Polubili się do tego stopnia, że mama została świadkiem na jego ślubie. Dla mnie był kimś w rodzaju współczesnego Jacka White'a. Charyzmatyczny i niepokorny lider, który nie bał się wprowadzać w skostniały, konserwatywny polski rynek muzyczny brzmień "hendriksowskich" i psychodelicznych. Ubolewam, że nie mogłam poznać go osobiście, myślę, że byłby jednym z moich ulubionych wujków.
Ania Rusowicz

W Czerwonych Gitarach był tym niegrzecznym chłopcem. O Krajewskim mówiono, że przypomina swą łagodnością McCartneya, a Klenczona porównywano do niepokornego Lennona. Kawałki Klenczona pisane później także dla Trzech Koron miały w sobie ten ławkowy chuligański smaczek, który zawsze był i jest mi bliski.
Muniek Staszczyk